Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
konrad

"To jest podobne – nie potrafią, bo nie chcą, nie chcą, bo nie potrafią. Świetnie funkcjonują w systemie praca – kariera – znajomi. Natomiast jest im bardzo trudno „przywiązać się”, zobowiązać do czegoś lub wobec kogoś, np. zostać w jednej pracy dłużej niż dwa lata. To samo w związku – gdy partner nie spełnia oczekiwań, zmienić go, nie mieć dzieci, bo to kłopot itd. Pod tym wszystkim głęboko skrywany jest lęk przed zatrzymaniem się, zanurzeniem, zobowiązaniem. Czyli lęk przed bliskością.

Obawa, że relacja bliska ogranicza, coś zabiera, krępuje. Obserwuję teraz sporo takich ludzi: mają seks, ale nie mają związku, spotykają się z kimś, ale nie jest to jakieś bliskie.

Na drugim biegunie są ludzie absolutnie zależni od relacji – wielu sprawców przemocy w rodzinie pochodzi z tej grupy. Są całkowicie uzależnieni emocjonalnie od swoich partnerów/partnerek, a wybuchy agresji czy przemocy są tak naprawdę formami obronienia się przed wyimaginowanym porzuceniem. (...)

Na podejmowaniu cały czas bardzo impulsywnych działań, aby obronić siebie przed wyimaginowanym opuszczeniem. Taka osoba ma permanentne poczucie bycia opuszczonym.

A jednocześnie, kiedy jest w relacji bliskiej, uważa, że jest zalewana, zdominowana, zawłaszczona, a nawet że ta druga osoba jest sprawcą przemocy wobec niej. Problem z bliskością często powodowany jest u takiego człowieka obawą, że gdy się otworzy, to już nic tego nie zatrzyma. Więc ma do wyboru .

Albo otworzy się całkowicie i da się pochłonąć, albo nie otworzy. I wtedy zastępuje sobie bliskość np. zakupami w galeriach lub zatraca się w alkoholu, perwersjach. Rekompensuje sobie pustkę lanserstwem, gadżetami, oryginalnym hobby, albo w pracy – np. bliskością z korporacją."

Blisko, nie za blisko? - Rzeczpospolita
Reposted fromstark stark

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl